Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x



Jak donoszą zachowane do dziś źródła z drugiej połowy XVIII wieku wycinki prasowe oraz opinie niekwestionowanych autorytetów jak W.A.Mozart czy L. van Beethoven, Jan Vaclav Stich-Punto był w owym czasie najwybitniejszym waltornistą Europy. Dziś pamięć o nim trwa głównie w rodzinnych Czechach, ale tym bardziej warto poznać historię tego wybitnego muzyka i nietuzinkowego człowieka.

Image

Jan Vaclav Stich urodził się w 1746 roku, w czeskich Žehušicach, jako syn nadwornego stangreta hrabiego Josepha Johanna von Thun. Od najmłodszych lat przysposabiano chłopca do zawodu muzyka, ucząc go śpiewu, gry na skrzypcach, a później także na rogu. To właśnie na tym ostatnim instrumencie szybko ujawnił się wyjątkowy talent młodego Sticha. Był na tyle obiecujący, że hrabia postanowił wysłać go na naukę do najlepszych waltornistów tamtych lat.

Celem pierwszej podróży była Praga, w której Jan Vaclav uczył się u znakomitego Josepha Matejki. Później nastąpił okres nauki u Jana Šindelařa w Dobřišu. W 1763 roku Stich został wysłany do niejakiego K.Houdka, koncertującego muzyka orkiestry dworskiej w Dreźnie. To od niego oraz następnego nauczyciela – A.J.Hampela – młody muzyk nauczył się mało znanej wówczas, a niezwykle cennej techniki wydobywania dźwięków zatkanych. Jej stosowanie umożliwiało wydobywanie z rogu naturalnego dźwięków skali chromatycznej.

W 1764 roku 18-letni Stich wrócił do hrabiego Thun, by dołączyć do jego orkiestry. Jednak życie służącego na mało znaczącym dworze nie spełniało marzeń ani ambicji młodego wirtuoza. Wytrzymał tak cztery lata, w czasie których zapracował sobie na opinię narwańca, rozrabiaki i intryganta. W obawie przed tragicznymi skutkami wybuchowego charakteru swego poddanego, hrabia zabronił mu nawet noszenia szpady, a na koniec zagroził, że wyśle go do wojska, jeśli ten nie będzie nad sobą panował.

W maju 1768 potrzeba spełniania marzeń i robienia wielkiej kariery ostatecznie zwyciężyła i muzyk w towarzystwie czterech kolegów z orkiestry zdezerterował z dworu hrabiego, potajemnie wyjeżdżając do Augsburga. Rozsierdzony von Thun wysłał za Stichem grupę żołnierzy i rozkazał, że gdy znajdą uciekiniera, mają mu wybić przednie zęby, aby już nigdy więcej nie mógł grać na waltorni. Ponieważ w tamtych czasach nie było jeszcze fotografii, za list gończy musiał wystarczyć rysopis, który w tym wypadku brzmiał: „osobnik raczej średniej postury o bladej twarzy z wyraźnymi śladami po ospie wietrznej”.

Tymczasem Stich jakoś już sobie radził na nowym miejscu, występując pod przybranym nazwiskiem Bomba. Gdy został zdemaskowany, skutecznie umknął pogoni i w 1769 r. pojawił się znowu, tym razem jako członek orkiestry księcia Hechningen. Wkrótce potem trafił na dwór w Moguncji, gdzie występował pod brzmiącym z włoska nazwiskiem Giovanni Punto. Po kilku latach posada muzyka orkiestrowego ponownie go znudziła, gdyż nie doczekał się upragnionej posady koncertmistrza. Ruszył tedy w podróż po Europie, dając koncerty jako solista. Odwiedził kilka księstw niemieckich i włoskich, Hiszpanię, Francję, Węgry oraz Anglię. W 1772 roku, w Koblencji, słyszał go angielski historyk muzyki Charles Burney, który potem napisał: „Książę ma dobry zespół, w którym szczególną uwagę warto zwrócić na znanego czeskiego muzyka, pana Punto, którego dobry smak oraz zniewalająca technika była już oklaskiwana w Londynie.”

I faktycznie angielska publiczność od razu pokochała czeskiego wirtuoza, choć były także krytyczne głosy pod adresem jego techniki dźwięków zatkanych, która w owym czasie była dla londyńczyków zupełną nowością. To jednak nie przeszkodziło ponownemu zaproszeniu do stolicy Anglii w 1777 r. Uczył tam waltornistów prywatnej orkiestry króla Jerzego III.

Rok wcześniej Punto po raz pierwszy odwiedził Paryż, gdzie potem przebywał długo i często, a występował wielokrotnie, w tym przynajmniej 49 razy z orkiestrą Concert Spirituel. W 1778, w stolicy Francji, 32-letni waltornista poznał młodszego od siebie o 10 lat W.A.Mozarta. Spotkanie wywarło duże wrażenie na kompozytorze, który napisał w liście do ojca „Punto gra magnifique” oraz postanowił napisać symfonię koncertującą na flet, obój, fagot i róg, powierzając partię rogu nowemu znajomemu z Czech. Utwór ten, w katalogu Köchla opatrzony numerem K-297b, nigdy nie został jednak wykonany, a rękopis zaginął. W czasie pobytu w Paryżu Punto podpisał kilka kontraktów z wydawcami i odtąd praktycznie wszystkie jego nowe kompozycje ukazywały się najpierw właśnie tam.

Choć artysta odczuwał potrzebę koncertowych podróży po Europie, to jednak równie silna była u niego chęć posiadania stałego zatrudnienia na odpowiednio lukratywnym stanowisku. Najbardziej odpowiadałaby mu posada dyrygenta. W 1781 r. na krótko wstąpił na służbę u księcia arcybiskupa Würzburga, a następnie udało mu się zyskać stanowisko koncertmistrza ze stałą pensją u hrabiego d’Artois, późniejszego króla Francji, Karola X.

W 1787, korzystając z przyznanego urlopu, ponownie ruszył w trasę koncertową, obejmującą miasta Nadrenii. O jego ówczesnym sukcesie i bogactwie może świadczyć fakt, że poruszał się własnym powozem.

W 1789 roku Punto wrócił do Paryża, w sam raz na początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej, z którą się mocno identyfikował. Otrzymał posadę szefa orkiestry w Theatre des Varietes Amusantes i pełnił ją przez 10 lat. Na mieście mówiono o nim „le citoyen Punto” (obywatel Punto) w uznaniu za jego poparcie, wyrażone choćby kompozycją „Hymne à la liberté”. W 1799 roku artysta obraził się jednak na Paryż, ponieważ nie udało się mu otrzymać posady w nowo otwartym konserwatorium. Przeprowadził się do Monachium, a potem do Wiednia.

Tam poznał Beethovena, który zachwycony umiejętnościami czeskiego waltornisty napisał sonatę op. 17 na róg i fortepian. Artyści wykonali ją wspólnie 18 kwietnia 1800 r. w Burgtheater. Miesiąc później Beethoven i Punto wystąpili z tym samym utworem w węgierskim Peszcie, a po koncercie jeden z lokalnych krytyków napisał: „Kto to jest ten Beethoven? Nikt tu o nim nigdy nie słyszał. Oczywiście pana Punto znają u nas wszyscy.”

W końcu, po 33 latach spędzonych w różnych miastach i krajach, Punto w 1801 r. powrócił do ojczyzny. 18 maja dał koncert w praskim Teatrze Narodowym, o czym wzmiankę można odnaleźć w Prague neue Zeitung: „Punto otrzymał entuzjastyczną owację za swe koncerty pełne niespotykanego mistrzostwa. Wszyscy szanowani muzycy zgodnie orzekli, że nigdy wcześniej nie słyszeli, by ktoś tak potrafił grać na rogu. W jego kadencjach słychać było tak nowatorskie efekty jak dwu- a nawet trzydźwiękowe akordy. Wszystko to pokazuje raz jeszcze, że nasza ojczyzna wciąż potrafi wydać na świat wspaniałych artystów i muzycznych geniuszy.”

W 1802 r., po krótkiej podróży do Paryża, Punto zachorował na zapalenie opłucnej, zwane wtedy puchliną wodną płuc. W owym czasie była to częsta choroba, dotykająca muzyków grających na instrumentach dętych. Po pięciu miesiącach choroba zwyciężyła. Jan Vaclav Stich Punto zmarł 16 lutego 1803 r. w Pradze.

Jego pogrzeb zgromadził przed kościołem św. Mikołaja tysiące ludzi, a przy trumnie odegrano Requiem Mozarta. Organizatorem pogrzebu był książę Thun. Wnuk pierwszego chlebodawcy artysty, od którego podstępnie zbiegł w młodości. Na nagrobku wyryto inskrypcję: „Punto był oklaskiwany przez wszystkich. I tak jak Muza Czech klaskała mu wciąż za życia, tak teraz opłakuje go w chwili śmierci.”

Jak wielu innych wybitnych solistów tamtych czasów, Punto sam komponował wiele utworów, którymi potem popisywał się przed publicznością. Tylko one mogły w pełni pokazać jego talent i wirtuozerię. Grał na tzw. cor de basse, a od 1778 używał rogu z czystego srebra, zrobionego na jego specjalne zamówienie w Paryżu. Dzieła, które pozostawił, oraz te, które dla niego napisano, pokazują, że musiał być mistrzem szybkich arpeggio oraz pasaży. Miał też niebywałą skalę i soczyste, pełne brzmienie w całym zakresie skali. Umiał czarować kantylenową melodią oraz zachwycać wirtuozowskimi biegnikami. To wszystko sprawiło, że Punto nie miał sobie równych w czasach, gdy róg był jeszcze instrumentem naturalnym.

Znikome możliwości melodyczne sprawiały, że waltornie albo dublowały partie basowych smyczków, albo były wykorzystywane w melodiach o charakterze sygnałowym. Punto zupełnie zmienił to podejście i nawet dziś jego koncerty sprawiają sporo trudności muzykom, dysponującym nowoczesnymi instrumentami wentylowymi.

Spośród 16 koncertów, które napisał, do naszych czasów zachowało się 11 (numery 9, 12, 13, 15 i 16 zaginęły). Przetrwał także koncert na dwa rogi, koncert klarnetowy, sekstet na róg, 21 kwartetów na róg, 47 triów i 103 duety na róg i różne instrumenty. Istnieje także zrewidowana przez Punto szkoła na róg Hampla oraz jego własny podręcznik codziennych ćwiczeń dla waltornisty.

Jan Vaclav Stich-Punto był jednym z największych synów swoich czasów. Obdarzony talentem i umiejący skutecznie promować własną sztukę, zdobył popularność, uznanie i bogactwo. Gdyby istniała wtedy fonografia, z pewnością do dziś słuchalibyśmy jego nagrań z zachwytem, a młodzi waltorniści braliby go za niedościgły wzór. Niestety, jego dźwięk i wirtuozeria rozmyły się na wietrze historii. Zostały nuty i relacje. Przypuszczalnie dlatego nazwisko Punto wielu ludziom kojarzy się raczej z nazwą modelu Fiata niż ze znakomitym artystą, którego podziwiali Mozart i Beethoven. Może ten artykuł coś zmieni?

Maciej Łukasz Gołębiowski

artykuł ukazał się w czasopiśmie
Hi-Fi  i Muzyka 1/2008

Zobacz również:



Podziel się tą informacją, jeśli uważasz że jest ciekawa




Polecamy także:






Translator

Reklama