Pierwszy ważny list z informacją, że zostałem solo waltornistą Filharmonii Dortmundzkiej otrzymałem w środku sezonu 1956-1957. Tamtejszy dyrektor muzyczny Rolf Agop szybko mnie zauważył i zatrudnił. W programie był pierwszy koncert Straussa i grałem go z pamięci, jak solista. Cztery lata później dostałem angaż w Stuttgardzkiej Symfonicznej Orkiestrze Radiowej i pracowałem tam z wieloma cudownymi dyrygentami. Pierwszym dyrygentem był tam Hans Müller-Kray, a gościnnie występowali Carl Schuricht, Sergiu Celibidache, Karl Böhm, Benjamin Britten i Paul Hindemith.

W 1964 roku brałem udział Międzynarodowym Konkursie ARD w Monachium. Mój program obejmował sonatę Beethovena, trzeci koncert Mozarta, Webera (Concertino, przyp. MG), pierwszy koncert Straussa oraz sonaty Hindemitha i Petera Racina Frickera. Dziesięć dni później otrzymałem decyzję jury: zostałem zwycięzcą. Nawet sopranistka Jessye Norman zdobyła tylko drugą nagrodę. Wróciła jednak rok później, stawiła czoło monachijskiemu jury i tym razem zdobyła pierwszą nagrodę. W wywiadzie dla ARD powiedziałem: „Pragnę, aby waltornia ponownie stała się instrumentem solowym”. Następnie w studiu telewizyjnym zagrałem Nokturn ze Snu nocy letniej Mendelssohna. Deutchsche Welle w Kolonii zrobiło ze mną program, który był transmitowany za granicę. Zaproponowano mi również, abym zaczął uczyć w Folkwangschule w Essen.

Pojawiła się kolejna propozycja, tym razem koncertu w Rzymie. Nie miałem możliwości, aby wziąć wolne w orkiestrze, ponieważ graliśmy 6 symfonię Mahlera z Claudio Abbado. Abbado zapytał mnie „Czy nie pracujesz w Berlinie?”, „Nie, właśnie zrezygnowałem ze Stuttgartu i przenoszę się do Essen”. Mój kolega Wilhelm Stroß powiedział, że „do Essen poszedłby choćby na piechotę!”. Tak więc w 1966 roku przeniosłem się do Folkswangschule. Zrezygnowałem z bezpiecznej posady waltornisty solisty w orkiestrze Stuttgardzkiej i zostałem nauczycielem w Essen-Werden z zamiarem odświeżenia mojej pierwszej nagrody. Oprócz tego grałem z Concerto Amsterdam pod batutą Jaapa Schrödera, z Karlem Münchingerem i jego Stuttgart Chamber Orchestra oraz w Wiedniu z Nikolausem Haranoncourtem i jego Concentus Musicus Wien.

Byłem dobrze znany w Monachium, ale jak dotąd nie grałem dla Karla Richtera. Maurice André, którego znałem od lat podsunął mu pomysł: „Baumann ze Stuttgartu to ktoś, kogo koniecznie musisz zaangażować!”. Podróż pociągiem przez Włochy i Szwajcarię była dla wszystkich nie lada doświadczeniem. W Palermo mieliśmy soundcheck przed koncertem. „Chcemy całą arię Quoniam” powiedział Richter podczas próby Mszy h-moll (Bacha, przyp. MG). Wstałem i zagrałem całą arię, a potem spytałem: „Czy powinienem zagrać tą arię Bacha jakoś inaczej?”. Nastąpiła chwila ciszy, po której Richter – a potem cała orkiestra i chór – wybuchnął śmiechem – to było naprawdę niesamowite. „Właśnie tak zawsze sobie wyobrażałem tę arię basową” odpowiedział Richter. Podczas tej samej podróży spytał mnie później „Czy chciałbyś zagrać ze mną w Goldener Saal?” „Ależ oczywiście!”. „Chcieliby drugi koncert Straussa”.

To była długa zima. Na początku kwietnia pojechałem ze swoją rodziną w góry aby pojeździć na nartach i sankach. Gdy trzymałem rękę mojej córki Johanny, która jechała na krótkich nartach, zrobiliśmy skok. Jej nic się nie stało, ale mi niestety tak. Czułem potworny ból, pojechaliśmy do najbliższego szpitala. Moja dłoń była połamana i założyli mi gips na 18 dni przed wiedeńskim koncertem! Zdecydowałem się nie odwoływać koncertu. Do mojego Alexandra firma dołączyła dodatkowy uchwyt tak, że mogłem lepiej trzymać instrument i oprzeć jego ciężar na pętli, która była przymocowana wokół mojego ciała. Teraz spędzałem noce i dnie próbując – chociaż odrobinę – uwolnić palce z nieporęcznego gipsu tak, żeby móc ćwiczyć. Owinięty bandażem pojechałem z żoną do Wiednia. Okna naszego pokoju w Hotelu Imperial wychodziły na Goldener Saal. Richter – tak jak cała orkiestra – patrzył trochę podejrzliwie, gdy usłyszał co mi się przydarzyło. Publiczność wyciągała szyje aby zobaczyć mnie z gipsem. Drugi koncert Straussa jest szczególnie trudny i na koniec wiedeńczycy byli zachwyceni. Świat leżał u naszych stóp. Mój pamiętnik wciąż się zapełniał. Moja ukochana żona była nie tylko Panią domu z czwórką dzieci, jak powiedziała w telewizji, ale cały dzień spędzała przy biurku i telefonie. Jej studia łaciny i niemieckiego bez wątpienia jej pomagały, ale teraz jej głównymi językami stały się angielski i francuski.

Moi studenci grali w zespole, a wykonywaliśmy opracowania studiów orkiestrowych od Bacha i Beethovena aż do dzieł współczesnych. Muzykę XVIII i XIX wieku wykonywaliśmy również na rogach naturalnych. Zacząłem uczyć gry na rogu naturalnym w 1967 i miałem do dyspozycji własne instrumenty, które udostępniałem (studentom, przyp. MG).

Pochłonęła mnie idea adaptacji i rozwinięcia Grande Messe de Saint Hubert (Julesa Cantina, przyp. MG). Msza Świętego Huberta była pomyślana jako muzyka myśliwska i charakter jej poszczególnych części zawiera się od uroczystego i majestatycznego aż do ludowej wesołości. Jednym słowem zasadniczo poszerzyłem oryginalną mszę Julesa Cantina. W czasie, gdy skupialiśmy się na muzyce XVIII i XIX wiecznej, wielką radość sprawiała nam gra na rogach naturalnych z ich surowym dźwiękiem. Każdy muzyk grający na instrumencie dętym jest zafascynowany możliwościami prostego rogu pozbawionego wentyli. Jeśli chodzi o barwę dźwięku ma on do zaoferowania o wiele więcej, niż współczesny podwójny róg orkiestrowy: w fortissimo ma bardziej swobodny, jaśniejszy, niemal trąbkowy dźwięk, podczas gdy w pianissimo jest lżejszy, delikatniejszy i bardziej elastyczny, niż róg wentylowy. Dźwięki zatkane oznaczają nie tyle ograniczenia, lecz bogatszą paletę barwy dźwięku. I co równie ważne – naturalna intonacja instrumentu bezwentylowego ma szczególny urok dla ucha, nie korygowaliśmy zbyt niskiego 7 stopnia i zbyt wysokiego 11 stopnia ciągu harmonicznego, gdyż są one częścią charakterystycznego kolorytu muzyki myśliwskiej. Daliśmy wiele wspaniałych koncertów z moim Folkwang Horn Ensemble, Mekki waltornistów. Na zakończenie jednego z koncertów wykonaliśmy Grande Messe de Saint Hubert, grało dziewięć rogów naturalnych oraz 8 rogów wentylowych, które miały swój udział w sukcesie.

Wszędzie zamawiano drugi Koncert Straussa: w Warszawie, Oslo, Helsinkach, Göteborgu, na Islandii, w Amsterdamie, Rotterdamie, Hadze, Belgradzie, Paryżu, Strasbourgu i Lyonie. Niemal w każdym mieście – co było dla mnie nowością – prowadziłem kursy mistrzowskie pod nazwą „Jak radzić sobie z waltornią”. Została wydana płyta z czterema koncertami Mozarta na rogu naturalnym z Nikolausem Harnoncourtem i Concentus Musicus Wien. Moja specjalność, Concertino Webera, zostało nagrane przez niemiecką telewizję w Herrenchiemsee Palace. Później grałem niedzielny koncert w telewizji w bardzo popularnym programie pod nazwą „Wie schön ist doch Musik!” („Jakże piękna jest muzyka!”), a następnie dwa programy (prawdopodobnie również chodzi o telewizję, przyp. MG) z Monachium i Wiednia, gdzie grałem trzeci i czwarty koncert Mozarta.

Druga część artykułu - KLIKNIJ TUTAJ
Blowing his horn: Hermann Baumann remembers

tłumaczenie z książeczki dołączonej
do Hermann Baumann Collection, 7 CD set
 wydanej w 2011 roku przez wytwórnię Newton Classics

Tłumaczenie: Mateusz Goc

artykuł został nagrodzony w konkursie
z okazji 5. rocznicy serwisu waltornia.pl



Podziel się tą informacją, jeśli uważasz że jest ciekawa




Polecamy także:






Translator

Reklama

Biografie

Walery Polech

Walery Polech
1918-2006