Górny Śląsk od dekad uchodzi za najsilniejszy ośrodek waltorniowy w Polsce. To tutaj instrument ten cieszy się niesłabnącą popularnością, a sukcesy śląskich waltornistów na arenie krajowej i międzynarodowej są dowodem na istnienie solidnej metodyki i tradycji. Pewne podwaliny pod jej budowę dali Emil Wiśniowski oraz Maksymilian Zimoląg. U progu tej historii, jako jej pionier i protoplasta, stoi jednak docent1 Adam Przybyła - postać barwna i niezwykła. Jego wieloletnia działalność artystyczna i pedagogiczna stała się fundamentem, na którym wyrosły kolejne pokolenia wirtuozów waltorni.

Od "kucia na węglu" do estrad świata

Docent Adam PrzybyłaDocent Adam PrzybyłaAdam Przybyła (urodzony jako Alfred Przybyła) przyszedł na świat 5 października 1917 roku w Bytomiu, w dzielnicy Karb. Jako rdzenny Ślązak, często podkreślał swoje pochodzenie słowami: "Panie! Ja tu jestem autochton".

Imię Adam przyjął w późniejszych latach ze względów politycznych, choć w kręgu rodzinnym do końca pozostał "wujkiem Alfredem".

Jego droga do mistrzostwa była świadectwem niezwykłej determinacji i uporu. Naukę gry na waltorni rozpoczął w 1931 roku w Śląskim Konserwatorium Muzycznym w Katowicach. Z tamtego okresu pochodzi słynne wspomnienie o "kuciu na węglu". Młody Alfred, nie mając innych możliwości, ćwiczył godzinami w piwnicy konserwatorium, gdzie składowano opał. Ta katorżnicza praca z biegiem czasu przyniosła efekty. Już jako osiemnastolatek kontynuował edukację w Wilnie, co było nagrodą za jego wybitne osiągnięcia.

Kariera zawodowa Przybyły to historia czołowych zespołów tamtej epoki. W 1936 roku zdobył posadę w Orkiestrze Symfonicznej Towarzystwa Muzycznego przy Polskim Radiu w Wilnie (wówczas Polska, obecnie Litwa). Burzliwe lata II wojny światowej spędził, grając w Filharmonii Wileńskiej oraz Teatrze Operowym w Stralsundzie. Po wojnie, przez niemal całe życie zawodowe (do 1976 roku), związany był z Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach. Specjalizował się w dolnych partiach waltorni, a jego kunszt wykonawczy w tym rejestrze był powszechnie podziwiany. Józef Pawłowski, autor książki Róg od A do Z w swojej publikacji z roku 1972, a więc już u schyłku kariery wykonawczej waltornisty pisze o nim następująco:

"Świetnym odtwórcą, szczególnie niższych partii rogu, jest Adam Przybyła".2

Pedagogika z zasadami: „Panie! Szpic język ratuje!”

Choć Adam Przybyła był wybitnym instrumentalistą, to jego działalność dydaktyczna, prowadzona przez 39 lat w Akademii Muzycznej w Katowicach, przyniosła mu miano legendy. Wykształcił rzeszę muzyków, którzy przez dekady stanowili o sile polskich orkiestr i uczelni.

Jego metoda pedagogiczna była specyficzna i oparta na własnych, bogatych doświadczeniach. Głównym filarem nauczania była precyzyjna artykulacja. Jedna z jego najsłynniejszych maksym brzmiała: "Panie! Szpic język ratuje w górze!". Kładł ogromny nacisk na klarowność wydobycia dźwięku oraz prawidłową pracę języka. Jak wspomina jego uczeń - Wiesław Grochowski:

"Jeśli wydobycie u studenta nie było prawidłowe, Adam Przybyła zabraniał grać dalej i starał się naprowadzić studenta tak, aby jak najszybciej poprawił swój błąd".

Wymagał stałej dbałości o jakość dźwięku, prawidłowej intonacji i jakości wykonywania techniki legato.

Lekcje zawsze zaczynały się od obowiązkowej gamy granej często przez trzy oktawy, pasaży, tercji i dominanty septymowej. Następnie przechodzono do etiud (głównie Kopprascha, Gallaya, Müllera, Neulinga, Franza, Klinga czy zbioru Zimoląga), a zwieńczeniem była praca nad repertuarem solowym. Jak zauważył Andrzej Brachman - jeden z uczniów docenta:

"Etiudy te niegdyś uchodziły za trudne oraz skomplikowane, wykonywane tylko przez najzdolniejszych studentów, dziś stanowią powszechny materiał dydaktyczny".

Tym niemniej zawsze indywidualizował proces pracy nad etiudami – ich dobór zawsze uzależniony był od umiejętności i potrzeb danego studenta.

Absolwenci wspominają, że Przybyła miał szczególny kult koncertów waltorniowych Mozarta i jego Ronda. Każdy student musiał opanować wszystkie te dzieła z najwyższą dokładnością. Kolejny wychowanek Adama Przybyły - Marian Sadło wspomina:

"Przybyła uważał koncerty waltorniowe Mozarta za najważniejsze pozycje w zbiorze utworów cyklicznych na waltornie. Każdy z jego podopiecznych musiał w swojej karierze studenckiej przerobić wszystkie koncerty Mozarta ze szczególną dokładnością".

Co ciekawe, mimo specjalizacji w dolnym rejestrze, potrafił skutecznie prowadzić uczniów mających predyspozycje grania górnych dźwięków skali, dobierając repertuar tak, by podkreślić ich mocne strony. Jako tzw. "dolny waltornista" wykształcił zatem także grono solistów wielu orkiestr w kraju i zagranicą. Nie był jednak zwolennikiem i specjalistą drastycznych korekt zadęcia - jeśli widział problem, mawiał: "Panie! Do lustra" albo: "Panie, to trzeba zrobić!" Pozostawiał ostateczną decyzję i odpowiedzialność studentowi.

„Stary”, „Ogórek” i młynek do pieprzu – barwna osobowość

Adam Przybyła nie był jedynie nauczycielem; był postacią o niespotykanym kolorycie. Wśród studentów dorobił się przydomków "Stary" lub "Ogórek". Był człowiekiem niezwykle zasadniczym, pedantycznym i zorganizowanym. Słynął z niemal rytualnego dbania o czystość obuwia – podczas wyjazdów koncertowych potrafił spędzać wolny czas, czyszcząc buty swoje i kolegów, co było jego swoistym hobby.

Nierozłącznym atrybutem docenta była przepastna torba, w której nosił niezliczoną ilość istotnych artefaktów: od kolekcji ustników po... młynek do mielenia pieprzu. Jako nałogowy palacz papierosów bez filtra, koneser kiszonych ogórków i entuzjasta totolotka (współczesne lotto), wprowadzał na uczelniane korytarze aurę dystansu i specyficznego humoru. Jego wypowiedzi zawsze zaczynały się od charakterystycznego „Panie!”, a wtręty z języka litewskiego, pozostałość po latach wileńskich, dodawały mu jeszcze większego uroku. 

Pomimo tej pozornej surowości i pedanterii, Przybyła skracał dystans między sobą a podopiecznymi. Nigdy też nie budował bariery hierarchicznej, traktując studentów z należytym szacunkiem i interesując się nimi jako ludźmi. Wielu z nich zawdzięcza mu nie tylko warsztat, ale i pierwszą pracę – pedagog czasem wykorzystywał swoje kontakty, by polecać najzdolniejszych uczniów do orkiestr w całym kraju. Abslowenci docenta doceniają muzykalność, którą im przekazał oraz za "prawdy życiowe", które w czasie studiów często nie były dla nich zrozumiałe, jednak z biegiem lat nabrały sensu.

Poczucie humoru i dystans do siebie

Poczucie humoru Adama Przybyły stało się częścią waltorniowego folkloru. Jego sentencje, do dziś cytowane w środowisku, ukazują człowieka świadomego swoich umiejętności, ale i potrafiącego żartować z waltorniowych trudności. Mówił na przykład: "Panie! Zasadniczo ja nie kiksował... chyba, że ja myślał o czym innym”. Innym razem, podkreślając hierarchię wartości muzyka, mawiał: „Panie! Najpierw jest TA waltornia, a potem TA kobieta”. 

Kiedy student borykał się z technicznymi problemami, Przybyła potrafił rozładować napięcie ironicznym stwierdzeniem, zachowując przy tym autorytet. Promowana przez niego teza o dobroczynnym wpływie spożywania kiszonych ogórków na zadęcie wciąż jeszcze nie doczekała się naukowego uzasadnienia. Ten dystans do siebie i zawodu sprawiał, że mimo wymagań, atmosfera na lekcjach była postrzegana jako zdrowa i sprzyjająca rozwojowi.

Dziedzictwo: Drzewo genealogiczne śląskich waltornistów

Kasprzok Przybyła Halamski BrejzaOd lewej: Alfred Kasprzok, Adam Przybyła, Zygmunt Halamski, Józef BrejzaWpływ Adama Przybyły na współczesność jest trudny do przecenienia. To on wychował generację wybitnych instrumentalistów i pedagogów, którzy przejęli jego misję. Do jego najwybitniejszych absolwentów należeli:

  • Józef Brejza - solista, wirtuoz i legenda NOSPR Katowice oraz Basler Symphoniker, laureat Międzynarodowego Konkursu Muzycznego w Genewie,
  • Alfred Kasprzok - solista Filharmonii Śląskiej, NOSPR Katowice i pedagog,
  • Mieczysław Korcz - waltornista NOSPR Katowice, następca Przybyły w klasie waltorni katowickiej Akademii,
  • Czesław Słapa - solista NOSPR Katowice
  • Kazimierz Pamuła – waltornista NOSPR Katowice, pedagog uczelni w Krakowie,
  • Wiesław Grochowski – solista NOSPR Katowice, profesor tytularny, do dziś prowadzi klasę waltorni w Katowicach, kontynuując tradycję swojego mistrza .

Współczesne sukcesy śląskiej szkoły waltorniowej, rozwój Akademii Młodego Waltornisty, wysoki poziom sekcji instrumentów dętych w NOSPR i Filharmonii Śląskiej, obecność absolwentów katowickiej Akademii Muzycznej w czołowych orkiestrach mają swoje korzenie w metodach i etosie pracy zaszczepionym przez docenta Adama Przybyłę. Choć zmarł 22 marca 1995 roku, jego duch wciąż jest obecny w salach ćwiczeń, gdzie kolejne pokolenia młodych adeptów rogu słyszą echa jego rad o „szpiczastym języku” i potrzebie absolutnej rzetelności wobec instrumentu.

Adam Przybyła był kimś więcej niż pedagogiem – był architektem środowiska, które dziś uznawane jest za jedno z najważniejszych w tej części Europy. Jego biografia, od ćwiczeń w węglowej piwnicy po występy na estradach świata i profesorskie laury, pozostaje inspiracją dla każdego, kto decyduje się na trudną sztukę gry na waltorni.

Agnieszka Ciszewska

Artykuł jest opracowaniem
własnej pracy magisterskiej
Adam Przybyła – pionier śląskiej szkoły gry na waltorni.
Analiza dorobku pedagogicznego
na podstawie relacji absolwentów.

1 Dzisiejszy odpowiednik stopnia doktora habilitowanego. Za: https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/docent;3893354.html 
Józef Pawłowski Róg od A do Z. (Maria Dziedzicowa Red.) PWM, Kraków 1972.

 

Z.Halamski, A.Przybyła: J.Haydn - 12 Nokturnów

 

Zobacz również:


Reklama

Biografie

Piotr Humięcki

Piotr HumięckiPiotr Humięcki