Württembergisches Kammerorchester towarzyszyła mi podczas tournee po Afryce Południowej, kolejną podróż z Heilbronn Players odbyłem do Rosji – Moskwa, Sankt Petersburga i Ryga, gdzie graliśmy Haendla, Haydna i Mozarta. Wykonywaliśmy ten program prawie bez przerwy aż do podróży do USA. Na Mostly Mozart Festival w Nowym Jorku grałem trzeciego i czwartego Mozarta, a następnie Kwintet Mozarta (KV 407, przyp. MG) z Tokyo String Quartet. Filharmonicy Wiedeńscy zaangażowali mnie na Międzynarodowy Festiwal Wiedeński z pierwszym koncertem Straussa, natomiast Salzburg Festival chciał oba koncerty (Straussa, przyp. MG), jeden przed, a drugi po przerwie. Później pojawiła się Thea Dispeker, która z wielkim entuzjazmem zaczęła mnie reprezentować w USA i Kanadzie. Co trzy lata latałem do Japonii i grałem Mozarta, Webera i Straussa z różnymi orkiestrami oraz Konzertstück Schumanna na cztery rogi z NHK Symphony Orchestra (Tokyo, przyp. MG). Dalej była podróż do Izraela. Z Jerusalem Symphony Orchestra byłem „bohaterem wieczoru”. Razem z Chamber Orchestra pojechałem do Haify i Tel Awiwu, a z Camerata Vegh mieliśmy trasę od Salzburga do Paryża i po całej Francji. Vienna String Soloists oraz London Mozart Players towarzyszyli mi podczas torunee po Niemczech. Z orkiestrą Nordwestdeutsche Philharmonie z Herford zagrałem Concertino Webera 13 razy w 14 dni, a następnie pojechałem z Müncher Philharmoniker do Zurychu, Lucerny, Berna, Lozanny i Genewy.

Gdy wróciliśmy do Nowego Jorku, Thea Dispeker gorąco uściskała mnie i moją żonę na powitanie. Sale nie mogły się doczekać na mój koncert, ofert było mnóstwo. W większości były zamówienia na cztery koncerty Mozarta. Od 1964 roku grałem absolutnie wszystko z pamięci, a później były bisy: Rondo (Mozarta, przyp. MG), ale tym razem na 200-letnim rogu naturalnym wykonanym przez Antoine Courtois w Paryżu. Następnie La Grande Fanfare Rossiniego w mojej własnej wersji na róg naturalny (gdzie w kadencji jednocześnie grając i śpiewając utworzyłem trzy linie melodyczne). Żartowałem, że New York Times nie mylił się, gdy napisał po jednym z moich pierwszych występów w Nowym Jorku, że taki waltornista rodzi się raz w ciągu wieku i to tylko wtedy, gdy mamy szczęście.

Później była moja pierwsza podróż do Australii. “Come, blow your horn, Hermann Baumann!” Tu w Australii czekano na mnie, mówiono, że jestem Niemcem, który gra na waltorni jak Włoski baryton. Repertuar z którym przyjechałem to pierwszy koncert Haydna, Mozart, Weber i Strauss. Krytycy pisali „ABC powinno zaprosić tego waltornistę ponownie!”. Moje drugie tournee zawiodło mnie do Adelaidy, Brisbane, Melbourne i Sydney: została nawet wyczarterowana łódź parowa „Missisipi”, aby uczcić moje urodziny – wypełniona była waltornistami, kobietami i dziećmi.

Później pojechałem do starego miasta Dubrownika w Chorwacji, gdzie dałem koncert przy akompaniamencie organów. I kto wtedy był na widowni? Kurt Masur ze swoim młodym synem. W ciągu kilku tygodni byłem w drodze do Lipska, gdzie miałem nagrać Straussa i Webera z nim i Gewandhausorchester. Rok później nagraliśmy Gliere’a, Saint-Saënsa, Dukasa i Chabriera, a atmosfera nie mogła być wspanialsza. Gdy wróciłem do Stanów Zjednoczonych miałem w swojej walizce wspaniałe dzieło na wielką orkiestrę z puzonami, tubą i harfą. Zagrałem dwanaście koncertów z Glierem podczas jednej trasy koncertowej!

Sir Simon Rattle, dla którego grałem już wcześniej w Kopenhadze, zaprosił mnie na tournee po Anglii – z trzecim koncertem Mozarta i pierwszym Straussa. Później grałem Trio Brahmsa w Nowym Jorku z Pinchasem Zuckermanem, a następnie z jego St. Paul Chamber Orchestra odbyłem tournee i dokonałem nagrania dla czterech koncertów Mozarta dla wytwórni Philips. Później w Londynie z Academy of St. Martin in the Fields nagrałem wszystkie koncerty Haydna i Telemanna.

Było coraz więcej zamówień na recitale z fortepianem. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie moim pianistą był Samuel Sanders, który grał regularnie również z Rostropowiczem, a podczas europejskich koncertów towarzyszył mi Leonard Hokanson. Wykonywałem głównie dzieła Beethovena, Rossiniego, Straussa, Czernego i Kruffta. Jednak publiczność najbardziej urzekał późnoromantyczny Gliere z towarzyszeniem fortepianu.

Przywiozłem ze sobą do Niemiec Concerto Soloists of Philadelphia, nasze 15 koncertów zostało wyprzedanych. Kursy mistrzowskie w Bernie na waltornistów z całego świata pokazały, czego ode mnie oczekują studenci: sprawić, aby waltornia błyszczała, stała się atrakcyjna jako solowy instrument i nadać jej na nowo znaczenie oraz urok instrumentu koncertowego. W Bernie oraz w Gstaad-Saanen na Menuhin Festival dałem pokaz mojego kunsztu w koncertach Mozarta i Othmara Schoecka. Yehudi Menuhin podczas jednej z rozmów spytał mnie, czy mógłbym zagrać trio Brahmsa na Szwajcarskim rogu alpejskim. W Sydney również grałem na didgeridoo, a w Oslo występowałem z lurą (skandynawski muzyczny instrument dęty, zazwyczaj w kształcie litery S, o długości dochodzącej do 2 m, wykonany z brązu lub drewna, zazwyczaj bogato zdobiony, przyp MG). W Kopenhadze Duńska Królowa Matka Ingrid pokazała mi, odnaleziony na mokradłach, róg sprzed 3000 lat. Miałem styczność również z kelp horn (róg wykonany z brunatnic, przyp. MG) odnaleziony na wybrzeżu w Kapsztadzie, na którym grałem Horn Signal Mozarta, a publiczność prosiła mnie, abym wielokrotnie bisował!

W 2005 roku w Sankt Petersburgu po raz pierwszy spotkałem się z rosyjskimi rogami z XVII i XVIII wieku. Niesamowite było to, że na każdym z nich można było wydobyć tylko jeden dźwięk. Bez chwili wątpienia zaprosiłem Russian Horn Capella na koncerty do Niemiec. W październiku 2006 roku byłem solistą, dyrygentem i również konferansjerem dla mojej niemieckiej publiczności.

Często dyrygowałem we Włoszech. Koncerty zwykle rozpoczynaliśmy symfonią Haydna, następnie grałem koncert Haendla, Telemanna, Haydna lub Mozarta, a na zakończenie wykonywaliśmy przyjemną symfonię Mozarta. Po koncertach (solowych, przyp. MG) publiczność zwykle domagała się mojego bisu Rossiniego na rogu naturalnym lub też Horn Signal Mozarta, który wykonywałem na kelp horn. Zachwycił mnie również Mediolan, gdzie grałem z fantastyczną orkiestrą kameralną Carme Ensemble. Pojechałem z nimi na tournee na południe Francji, a później do Paryża. Po naszym programie z Haydnem i Mozartem, gwoździem programu był trompe de France, Francuski róg myśliwski. Z Paryża pojechałem prosto do Stanów Zjednoczonych, gdzie w Ann Arbor grałem razem z Anne-Sophie Muter, a towarzyszyła nam Leipzig Gewandhausorchester pod Kurtem Masurem. Christoph von Dohnányi zaprosił mnie do Cleveland, a później do Carnegie Hall w Nowym Jorku a trzecim koncertem Mozarta.

Wieczór 9 stycznia 1993 roku nie zapowiadał się szczególnie wyjątkowo: grałem drugi koncert Straussa z Buffalo Philharmonic Orchestra, koncert poszedł dobrze i miałem dobre recenzje. Po występie zostałem zaproszony na kolację. Następnego dnia miałem lecieć z powrotem do Düsseldorfu. W nocy miałem wylew i nie byłem w stanie chodzić ani mówić. Byłem w naprawdę ciężkim stanie, coś tak strasznego nigdy wcześnie mnie nie spotkało. Minęły lata zanim byłem w stanie zagrać ponownie, a czas mojej walki bardzo się dłużył. Na szczęście są ludzie, którzy w nas wierzą. Thea Dispeker powiedziała do mnie: „Musisz ponownie wrócić na scenę!”. Pierwsze koncerty nie były znakomite, ale wszystko szło w dobrym kierunku. Od tamtego czasu miałem ponownie wiele występów we wspaniałych krajach – w sumie 27: Alaska, Buenos Aires i Rio de Janeiro, Japonia i Pekin, Paryż i Wiedeń. I ponownie grałem trudny, lecz jakże piękny koncert Gliere.

Kończąc chciałbym zacytować akapit z mojej biografii napisanej przez moją żonę Hellę:

„Fascynujące w artyzmie Baumanna nie jest jego zdumiewająca technika, ale jego wszechstronność: gra na waltorni w sposób, w jaki znakomity solista śpiewa i gra (aktorsko, przyp. MG). Prawdopodobnie tylko róg ma tak szeroką paletę barw dźwięku, kolorów, nastrojów i bogactwa charakterów: pełne mocy, niemal trąbkowe brzmienie, heroiczny patos, barwę głosu dramatycznego, idylliczną śpiewność, cienie i głębię melancholii, powagę i dosłowność Sarastra, ale również przebiegłość, cięty humor i ironię.”

Blowing his horn: Hermann Baumann remembers

tłumaczenie z książeczki dołączonej
do Hermann Baumann Collection, 7 CD set
wydanej w 2011 roku przez wytwórnię Newton Classics

Tłumaczenie: Mateusz Goc

artykuł został nagrodzony w konkursie
z okazji 5. rocznicy serwisu waltornia.pl


Podziel się tą informacją, jeśli uważasz że jest ciekawa




Polecamy także:






Translator

Reklama

Biografie