ImageKiedy tak patrzał, czujny jego słuch złowił jakiś gwar dochodzący z lasów położonych w dole, na zachodnim brzegu rzeki. Aragorn sprężył się cały: dosłyszał krzyki i ze zgrozą rozróżnił między nimi ochrypłe głosy orków. Nagle głębokim tonem zagrał róg, a jego wołanie odbite od gór rozniosło się echem po zapadlinach tak potężnie, że zagłuszyło grzmot wodospadu.

- Róg Boromira! - krzyknął Aragorn.
- Wzywa na pomoc!

Zeskoczył ze strażnicy i pędem puścił się ścieżką w dół.

- Biada! Zły los prześladuje mnie dzisiaj, cokolwiek podejmuję - zawodzi. Gdzie jest Sam?

Im niżej zbiegał, tym wyraźniej słyszał wrzawę, lecz głos rogu z każdą chwilą słabł i zdawał się coraz bardziej rozpaczliwy. naraz wrzask orków buchnął przeraźliwie i dziko, a róg umilkł. Aragorn był już na ostatnim tarasie zbocza, nim jednak znalazł się u stóp wzgórza, wszystko przycichło, a gdy Strażnik skręciwszy w lewo pędził w stronę, skąd dobiegały głosy - zgiełk już się cofał i oddalał, aż w końcu Aragorn nic już nie mógł dosłyszeć. Dobył miecza i z okrzykiem: „Elendil! Elendil!” pędem pomknął przez las. O jakąś milę od Parth Galen, na polance nie opodal jeziora znalazł Boromira. Rycerz siedział oparty plecami o pień olbrzymiego drzewa, jakby odpoczywając. Lecz Aragorn dostrzegł kilka czarnopiórych strzał tkwiących w jego piersi; Boromir nie wypuścił z ręki miecza, ostrze było jednak strzaskane tuż pod rękojeścią, a róg, pęknięty na dwoje, leżał obok na ziemi. Dokoła i u stóp rycerza piętrzyły się trupy orków. 

Rozdział I: Pożegnanie Boromira




Boromir zadął w swój róg, aż echo poszło po lesie. Orkowie zrazu zdumieli się i cofnęli, gdy jednak na ten apel nikt nie odpowiedział, zaatakowali ze zdwojoną furią.

Rozdział III: Uruk - hai


Translator

Reklama